Chcę pogłębiać swoje fado

232

Śpiewa dla kobiet, o kobietach i z kobietami. Mimo to, ciągle powtarza, że damski świat jest dla niego tajemnicą, planetą nieodkrytą. O przenikaniu się tego co żeńskie i męskie, facetach-niewolnikach i o piosenkach, które czasem muszą swoje przeczekać, a także kartkach, co potrafią przeszkadzać, z Markiem Dyjakiem rozmawia Katarzyna Małodobry.

Zacznę z grubej rury. W pierwszym rozdziale Pana biografii pada pytanie od autorów, które nie daje mi spokoju. A Pana odpowiedź tym bardziej. „Może gdyby na potrzeby tej książki przepytywała Cię kobieta, czułbyś się bardziej komfortowo? – Co wy pier…! Powstałaby wtedy bardzo fałszywa książka. Uspokójcie się. Dużo macie pytań?”. Dlaczego tak?

Bo przecież każdy facet hetero zmienia się w towarzystwie pań. Zaczyna czarować – to jest natura. Raz, a dwa – różnica potencjałów między kobietą, a mężczyzną jest tak duża, że zaczynamy zachowywać się dziwnie. Ja na przykład nie mogę pracować z płcią piękną.

Jak to, w ogóle? Przecież nagrywa Pan wspólne kawałki z kobietami – Stanisławą Celińską, Kasią Nosowską, a ostatnio z Patrycją Markowską.

No jasne, oczywiście. Dużo jest takich przykładów, teraz jesienią nagrałem utwór z pewną młodą dziewczyną. I to jest OK. Mówię tutaj bardziej o pracy niż współpracy. Ja jestem dosyć agresywny w działaniu, bardzo humorzasty. Oczywiście agresywny w sensie takim, że za wszelką cenę chcę postawić na swoim, czy też dążę, żeby było po mojemu. Środki, którymi posługuję się w pracy, niekoniecznie są tymi, które powinny być stosowane w obecności kobiet.

Przecież my jesteśmy wyrozumiałe i elastyczne…

Ja to doskonale wiem, ale dla mnie kobiecość kojarzy się, i zawsze będzie, dość stereotypowo. Z delikatnością, subtelnością. Dama jest istotą kruchą, jakakolwiek by nie była. Czy jest to zołza, czy nie. Dla nas, mężczyzn, kobieta powinna być, a raczej jest, takim światem, w którym do końca nie wiadomo, o co chodzi. I jak dla mnie to jest super. Sprawia, że kobieta jest tajemnicza, wciąż niezdobyta i nie do końca odkryta. Dlatego moim managerem jest facet. Musimy być przyjaciółmi, żeby móc razem pracować. Knuć coś razem, spotykać się. Dzwonię do Marka [Marek Gajewski/Kayax, manager Marka Dyjaka – przyp. red.] parędziesiąt razy dziennie. W przypadku damskiego managera w życiu bym tak nie zrobił. Tym bardziej, że mam partnerkę i myślę, że ona by takich relacji zawodowych nie zniosła. A jeszcze większy problem pojawia się w momencie, kiedy kobieta jest bardzo atrakcyjna. Jeździ w trasy razem z zespołem. Więc od razu rodzą się domysły, spekulacje i problemy. Gdyby moja żona była managerką jakiegoś zespołu czy faceta, to ciężko bym znosił taki związek. To już chyba nawet nie chodzi o brak zaufania, ale raczej czas poświęcony tej osobie. Nie ukrywajmy, że przebywanie z dużą częstotliwością z kobietą powoduje pewną zażyłość. Ona ma przecież swoje sfery, w których jest niebezpieczna.

Czyli mam rozumieć, że jeśli kobieta wykonuje jakiś typowo męski zawód, to traci coś ze swojej atrakcyjności?

Nie lubię np. kobiet żołnierzy, policjantek czy strażniczek granicznych. Jakoś mi to wszystko nie pasuje. Ja ich nie atakuję, nie wyzywam, nie obrażam. Tylko śpiewam dla pań. Po co mi żołnierka lub policjantka? Dla mnie to trochę komiczne. Znam np. panią Kurdziel – generał policji w Krakowie. To mama Dominiki Kurdziel, z którą przyjaźnię się od 20 lat. W ogóle po niej nie widać, że dowodzi służbom mundurowym. Uważam, że świat dzieli się na żeński i męski. Oczywiście są punkty styczne. Jednak według mnie te światy nie powinny się przenikać. Ja na szczęście nie muszę pracować z kobietami.

Na szczęście?

No tak, bo facet odkrywa się ze swoimi słabymi punktami w pracy, a to jest dla nas krępujące, gdy dzieje się w obecności pań. Dlatego dla mnie taka współpraca byłaby trudna.

Faktycznie zaczynamy mocno wchodzić na Wasze terytoria, zaczynamy konkurować z męskim światem. Być może staramy się Wam w pewnych sferach dorównać.

Dziewczyny, nie ma co dorównywać. Jesteście piękne, macie piękne dusze i władzę. Mówi się, że to facet rządzi, co jest bzdurą. Owszem, głową jest mężczyzna, ale szyją – kobieta. Macie wszystkie te rzeczy, predyspozycje, żeby z facetów zrobić niewolników, jakich tylko chcecie.

Często pracuję w środowisku [techniczna organizacja eventów – przyp. red.] mocno zmaskulinizowanym i uważam, że jest mi dużo łatwiej się w nim odnaleźć jako kobiecie.

Faktycznie, paniom łatwiej jest się dogadać z mężczyznami. W środowisku kompletnie żeńskim często zdarzają się intrygi. A w świecie facetów oczywiście, że jest wam łatwiej. Jesteście adorowane i specjalnie traktowane.

Wiemy już, że woli Pan nie pracować z kobietami. Jednak mnie wciąż intryguje to, że powtarza Pan, że ma w sobie ten pierwiastek damski.

Tak, uważam, że go mam. To akurat jest coś, co łączy te nasze dwa światy. Mamy wspólne pierwiastki. Bo czy waleczność to cecha zarezerwowana tylko dla mężczyzn? Nieprawda! To właśnie kobiety są odważne. Moja matka była waleczna, żyję z kobietą, która też nie odpuszcza. Ja, chcąc nie chcąc, w życiu wielokrotnie byłem wojownikiem. Walczyłem o siebie czy o kogoś. Raz upadałem, raz się podnosiłem.

W takim razie muszę o to zapytać. Boksuje Pan jeszcze?

O nie, ja nie boksuję już od co najmniej 20 lat. Dawno minęły czasy na sporty i tym podobne.

A ja trochę boksuję.

To super. Ciężki trening, prawda?

Bardzo ciężki. Ale sporo mi daje, na przykład pewnośćsiebie i poczucie bezpieczeństwa w niektórych sytuacjach.

I bardzo dobrze. Uważam, że to świetne na kondycję. O ile boks nie jest uprawiany zawodowo, bo wtedy strasznie wyniszcza. Nie tylko kobiety. No i przecież w każdym z nas jest jakaś agresja, można ją jakoś upłynnić. Może właśnie przez boks – w ringu czy na workach. Jak kto woli.
[PODCHODZI MANAGER MARKA DYJAKA – MAREK GAJEWSKI]

O muzyce też musimy pogadać. Zawsze się zastanawiam, przychodząc na koncerty, dlaczego nie śpiewa Pan Po tamtej stronie?

Maruś, to co, zagramy dzisiaj dla Pani Po tamtej stronie? Zagramy!

Wiedziałam, że to będzie wyjątkowy wieczór! No dobrze, ale kontynuując temat, dlaczego tak rzadko, a właściwie w ogóle…?

Może dlatego, że jestem już z kimś związany. Tak ciepło i dobrze. Mamy wspólny dom, Ewa by się chyba nawet denerwowała, że ja śpiewam taki kawałek. Bo przecież jest o rozstaniu, o tym, że kochankom nie jest po drodze. Ja przez to, co śpiewam, wcielam się w różne stany, utwory odzwierciedlają też to, co dzieje się w moim życiu. A mam kogoś, z kim jestem szczęśliwy, więc trudno nucić o rozłące.

Jestem prawie usatysfakcjonowana odpowiedzią. Kawał czasu jest już Pan na scenie.

Debiutowałem w 1993 roku, więc to już 24 lata. W przyszłym roku powinienem obchodzić jubileusz. Ale my z Markiem świętujemy tylko 100-lecia. Ewentualnie 50-lecia, ale to też raczej rzadko. [śmiech] Było tych piosenek strasznie dużo, człowiek się po prostu w pewnym momencie nasyca. W moim przypadku utwór czasem musi przeczekać, żebym mógł kiedyś do niego wrócić i inaczej go zaśpiewać czy zaaranżować. Po prostu musi mi się chcieć go zanucić. Wiadomo, że nie da się śpiewać wszystkich piosenek, które ludzie lubią. Bardzo często też nie pamięta się tekstów i nie wiadomo, jak się do tego zabrać.

Pamiętam, jak na bis podczas koncertu gali finałowej Mody bez ograniczeń w Krakowie zaśpiewał Pan Rebekę. Byłam wtedy za kulisami i bezgłośnie z Panem nuciłam. Pamiętam, że czułam się wtedy bardzo szczęśliwa. Zdaje Pan sobie sprawę, jak oddziałuje na ludzi, jakie emocje wyzwala?

Nie wiem, chciałbym, żeby tak było. Ale nie mam przekonania, czy tak jest. Jestem artystą śpiewającym prosto. Szczerze, prostolinijnie, z głębi duszy. Między mózgiem, sercem a gardłem nie istnieje żaden opór muzyczny czy czasowy. Wszystko działa jednocześnie. Z tego wynikają moje pomyłki na koncertach, czasem coś palnę. Różnie się człowiek zachowuje. Sama pani wie z doświadczenia, jeśli przychodzi na moje koncerty. Nie mówię, że wychodzę zły [śmiech] czy coś takiego, ale zestresowany – bardzo często. Wtedy trema nie pozwala mi się skupić, różne są wahania w duszy. Myli mi się układ piosenki, z czymś się miesza. Jednak dziękuję, że pani tak mówi!

To nie jest tylko moje wrażenie, odczucie. Zazwyczaj na koncerty chodzę sama. Raz zabrałam moją dobrą koleżankę. Była pod ogromnym wrażeniem Pana występu, całej atmosfery, autentyczności. Emocje, które Pan w niej wywołał, były naprawdę silne.

U mnie dźwięki i słowa odzwierciedlają uczucia. Ja nie potrafię tak po prostu wyjść i odśpiewać sobie utworu. Nie jest to dla mnie takie proste. Nie staram się interpretować, rozmyślać, jak powinienem zaśpiewać. Robię to tak, jak czuję. Prosto z duszy i serca. Stąd może płyną naturalność i autentyczność, na których mi zależy. Zresztą jestem leniem. [Pada pytanie do managera: „Marek czy znasz większego lenia ode mnie?”. Marek Gajewski: „Nie”]. I muszę się przyznać, że czasami zdarzało mi się śpiewać z kartką, która notabene bardziej mi przeszkadza, niż pomaga. Bo jak na nią spojrzę, to już jest po czasie, kiedy dane słowo miało paść. Marek walczy, żebym nie chodził z tymi papierami… Jasne, wyglądam z nimi jak głupek, ale niech one sobie tam gdzieś wiszą. Czuję się wtedy pewniej.

Serio? Gdzie są ukryte?

Leżą sobie z boku i generalnie doprowadzają mnie do szału. Czasem mi pomagały, a jak nie, to miałem zaraz wrażenie, że pójdzie fama w miasto: „Marek czyta piosenki z kartki” lub „Piosenki czytał Marek”. [śmiech] Błędne koło.

Nigdy tego nie wyłapałam, a często siedzę w pierwszym rzędzie.

[„Marek były kartki w lutym w Krakowie?”. Manager: „Nie było Były, to był pierwszy koncert w trasie Pierwszy śnieg”]. A no właśnie, nie były. No to dzisiaj się może zdarzyć też będą, bo będę śpiewać piosenkę Po tamtej stronie, której nie wykonywałem z 15, może nawet 17 lat. Pamiętam, że nagrałem ten utwór po wyjściu ze szpitala, ale na żywo mało go śpiewałem. Świetnie brzmi, jak jest cała kapela. Dzisiaj jesteśmy w trio [wywiad odbył się w teatrze Variété przed koncertem 22 października – przyp. red.], więc może być inaczej. Ale damy radę!

Standardowo na koniec spytam o plany na przyszłość. Wciąż trwa trasa koncertowa promująca płytę Pierwszy śnieg. A coś więcej?

Plany mamy, ale nie chcę ich na razie zdradzać. Wielka tajemnica. Na pewno będę pogłębiać swoje fado, to wewnętrzne. Idę w jeszcze głębszą czerń.

Dziękuję za rozmowę.

 

fot. Jacek Poremba

 

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.