Droga na szczyt

Do czego służy nam motywacja?

371

Masz cel i przekonanie, że chcesz go osiągnąć, ale nie umiesz zabrać się do działania. A może Twoje życie pełne jest prób i trudno wytrwać Ci w postanowieniu? O tym, czym jest motywacja, i jak osiągać cele, używając jej potęgi, rozmawiamy z dr. Marcinem Capigą – trenerem biznesu, wykładowcą akademickim oraz dyrektorem zarządzającym firmy szkoleniowo-doradczej TRAINING TREE.

Rozmawiała: Anna Machnowska

Czym motywacja naszych przodków do tego, aby przetrwać, różni się od dzisiejszej motywacji do…? No właśnie, do czego służy nam dziś motywacja?

Gdybyśmy jej nie mieli, to prawdopodobnie nie podejmowalibyśmy codziennych czynności. Motywacja, która towarzyszyła człowiekowi pierwotnemu, służyła mu do tego aby się najadł, uniknął zagrożenia, no i oczywiście się rozmnożył. Część tego pierwotnego „umózgowienia” została nam do dzisiaj i czasem daje o sobie znać. Dlatego wolimy często przyjemność daną tu i teraz, a nie tę odroczoną. Budzimy się rano, jest ciepło i miło. Towarzyszy nam szybka myśl: „Wolę tu zostać i pocieszyć się tym jeszcze chwilę”. Znacznie rozsądniej byłoby posłuchać drugiego głosu: „Stary, wyłaź z tego łóżka i idź się poruszać, bo masz wysoki cholesterol i trzeba go zbić”. Walczymy sami ze sobą.

Czyli szukanie nagrody to nasza natura?

Z perspektywy ewolucyjnej nasz mózg – w dużym uproszczeniu – składa się z trzech części. Ta, która została wytworzona w pierwotnej fazie ewolucji, podpowiada nam, aby sięgnąć po przyjemność dostępną od ręki. Tymczasem niezwykłe rzeczy dzieją się często wtedy, gdy wyjdziemy poza strefę komfortu. To może być coś bardzo przyziemnego, jak np. wyjście z łóżka, ubranie się w sportowe ubrania i trening. Ale może to być też zmiana całego życia. Kobieta, która przepracowała 20 lat jako księgowa, nagle uświadamia sobie, że to, co naprawdę chciałaby robić, to prowadzenie kawiarni w rodzimej miejscowości lub otworzenie klubu malucha i organizowanie zajęć dla dzieci.

Czy to, jak podchodzimy do zmiany, wiąże się jakoś z osobowością?

Poniekąd wiążę problem jednak z tym, że dla niektórych osób tłumaczenie się danym typem osobowości jest wytrychem do tego, aby nie podejmować ryzyka. Taka osoba całe swoje życie tłumaczy się tym, że jakichś działań nie podejmuje, bo taka jest, jednak czy kiedykolwiek w ogóle zaryzykowała, żeby sprawdzić, czy faktycznie nie da się tej cechy u siebie zmienić?

A nie jest tak, że do niektórych rzeczy po prostu się nie nadajemy właśnie ze względu na osobowość?

Chcę zaznaczyć, że nie odrzucam koncepcji osobowości. Byłoby to dużym nadużyciem. Mamy w sobie zbiór cech dziedziczonych i tych wyuczonych w dzieciństwie. Wiele teorii mówi, że duża część naszej osobowości kształtuje się mniej więcej do 6. roku życia. Nie oznacza to jednak, że potem nie możemy się zmieniać albo szukać dróg do realizowania się. W dzisiejszych czasach popularny jest także outsourcing. Jeśli jestem artystyczną duszą i marzę o otworzeniu kawiarni, ale nie fascynuje mnie prowadzenie księgowości, to mogę oddelegować część obowiązków komuś, kogo fascynują liczby i zapewni bezpieczeństwo temu biznesowi. Sam w tym czasie mogę zająć się tymi aspektami przedsięwzięcia, które są spójne z moją osobowością – być kreatywnym, realizować w tej kawiarni swoje pomysły, które sprawią, że przyjdą do niej klienci. Wychodzenie ze strefy komfortu nie powinno być podejmowane na siłę – wszystko w granicach zdrowego rozsądku.

Czy nawyk jest wystarczającą drogą do realizacji celu?

Może być drogą do niego. Kiedy mamy wypracowane skuteczne nawyki, łatwiej jest nam wykrzesać w sobie motywację, ale nie stawiałbym na pewno znaku równości między nawykiem a motywacją. Motywacja jest nam potrzebna, aby zaczynać, kontynuować i kończyć daną czynność. Prowadząc szkolenia z motywacji, często pytam ludzi, z jakimi problemami mają do czynienia w skutecznym działaniu. Głosy są różne: jednej osobie brakuje motywacji aby rozpocząć działanie, druga ma problem z tym, że zaczyna od razu, ale po 3–4 tygodniach traci chęć. Lub odwieczny problem studentów: „Mam napisane 90% pracy i nie mogę skończyć”. Nawyk pomaga w kontynuowaniu zaplanowanego działania. Jeżeli chcę się zmotywować do skończenia pracy magisterskiej, to wyrobię w sobie nawyk, aby codziennie napisać kilka stron. Jeśli chcę na wakacje osiągnąć rozmiar 38 czy 40, to dla podtrzymania motywacji codziennie po przyjściu do domu potrenuję lub pójdę pobiegać.

Wielu moich znajomych namiętnie biega. Nagroda może być ogromna: dobra forma, ładna sylwetka, wytrzymałość, większa odporność na stres, zdrowie i jeszcze poczucie sprawczości…

Czy coś, co działa na innych, zadziała też na mnie?

Badania wykazują, że osoby, które regularnie uprawiają sport, mają też większą regularność w wykonywaniu innych czynności. Są więc bardziej skuteczne. Ta regularność pozwala wytrwać w dyskomforcie, w podejmowaniu decyzji i finalizowaniu zadań. Pewnie dlatego wiele osób zarządzających firmami bierze udział w maratonach czy triathlonach, bo to pokazuje, że są skuteczne nie tylko w obszarze życia związanym z pracą, lecz także realizują się z powodzeniem w innych dziedzinach.

W sporcie napędza nas wyrzut endorfin. To duża nagroda.

Tak, ale one są wytwarzane tylko przez pierwsze 20 minut. To może być rodzaj naturalnej nagrody za nawyk, co nie jest bez znaczenia, bo często angażujemy się w dany proces zmiany dlatego, że dostaniemy jakąś nagrodę. Siadamy na kanapie, bo otrzymujemy wówczas relaks i rozluźnienie – i to na wyciągnięcie ręki. Jemy chipsy, bo zawierają dużo soli, a ona silnie pobudza nasz mózg. Bieg także może być taką nagrodą, bo pierwsze 20 minut to rzeczywiście masa pozytywnych emocji, które mogą pozwolić nam na kontynuowanie wysiłku, a co za tym idzie wytworzenie i wytrwanie w nawyku.

Aby jednak motywacja do podejmowanych czynności była trwała, najlepiej poszukiwać tzw. nagrody wewnętrznej – mówimy o niej w przypadku, gdy już samo wykonywanie czynności, związanej na przykład z pasją, sprawia komuś tyle frajdy, że odbiera to jako nagrodę natychmiastową. Kiedy nie ma nagrody wewnętrznej, poszukujemy tych zewnętrznych. Na przykład na sprzątanie większość ludzi nie reaguje wewnętrzną frajdą i dlatego poszukują nagród z zewnątrz by dane zadanie wykonać. Nie musimy koniecznie jeść kawałka tortu za to, że posprzątaliśmy, ale możemy np. zaprosić gości albo usiąść z kieliszkiem wina i pokontemplować, nacieszyć się tym ładem. To ważne, aby tak uważnie docenić siebie. Tym bardziej, że często dzieje się tak, że mimo iż trudno jest nam osiągnąć jakiś cel, to kiedy już tego dokonamy, przechodzimy obok tego zdarzenia obojętnie.

Półki księgarni uginają się pod poradnikami na temat osiągania celów. Każdy autor zdaje się mieć najlepszą metodę, jedyny słuszny sposób. Można się w tym pogubić i obawiam się, że… stracić wszelką motywację.

W poradnikach dostępnych na rynku najczęściej znajdziemy pewne wzorce motywowania się. Będą one odnosiły się do działania osób, które w swoim życiu osiągnęły sukces, tzn. do czegoś skutecznie się zmotywowały. Dana metoda może nie sprawdzać się u wszystkich ludzi, ale czytanie, przyglądanie się takim wzorcom oraz sprawdzanie, co na nas działa, ma jak najbardziej sens. Jest to także odpowiedź na Twoje wcześniejsze pytanie – czy coś co zadziała na innych, zadziała też na mnie? Odpowiedź brzmi: może, ale nie musi. Warto jednak szukać, sprawdzać i próbować tworzyć swoje sposoby. W swojej książce [Motywacja przez wielkie M. Zmierzaj do celu – przyp. red.] opisałem podejście, które nazwałem „motywacją przez wielkie M”, zachęcając, aby każdy czytelnik zastanowił się – zanim podejmie jakiekolwiek działania – nad tym, kim jest i co jest dla niego ważne, co jest dla niego wartością, jakie ma przekonania, jaki styl pracy lubi. Dopiero na tym warto budować swoje strategie motywacyjne. Bliskie jest mi podejście, że w osiąganiu celów nie ma gotowych rozwiązań, za to te wypracowane przez nas samych są najbardziej skuteczne, bo najchętniej z nich korzystamy. Dzięki temu tworzymy skuteczne strategie.

„On wykonał taką pracę, mnie na to nie stać, więc po co mam zaczynać? I tak się nie uda”. Często słyszysz takie słowa jako trener?

Na moich szkoleniach dotyczących automotywacji celami najczęściej spotykanymi wśród uczestników są: nauka języka, odchudzanie i te związane z pracą zawodową. Opowiadam czasem swoim kursantom pewną historię z moich młodzieńczych lat, kiedy trenowałem ju-jitsu. Mieszkałem w małej miejscowości, zajęcia odbywały się w centrum kultury, przychodziły na nie osoby w bardzo różnym wieku. Stałem właśnie w kolejce do skoków, aby wykonać przewrót zwany fiflakiem. Przede mną były dwie panie, w wieku około pięćdziesiątki, trenujące – po namowie mężów – już od kilku lat. Słyszę, jak jedna z nich mówi do drugiej: „Gdybym ja 3 lata temu wiedziała, że tu się robi takie rzeczy, to bym się nigdy na te treningi nie zdecydowała”. Następnie rusza i wykonuje tego fiflaka!

Czy chcesz przez to powiedzieć, że w motywowaniu się ważne są kolejne stopnie wtajemniczenia?

Tak, bo często boimy się pracy, która nas czeka. Widzimy przepaść między stanem, który jest teraz, a tym, co chcemy osiągnąć. Jeżeli byśmy podzielili tę drogę na małe kroki, to okazałoby się, że one wcale nie są takie trudne, a jednocześnie prowadzą nas do naszego wymarzonego szczytu. Niepotrzebnie oczekujemy od siebie, że z kanapowego mopsa staniemy się nagle kimś o sprawności Ronaldo. I wtedy albo przeraża nas to, że nigdy nie będziemy wymarzoną wersją siebie – (wtedy zazwyczaj w ogóle nie zaczynamy), albo oczekujemy od siebie, że osiągniemy dany cel bardzo szybko. Zbyt intensywne rzucanie się w dążenie do wymarzonego celu zniechęca nas, bo bardzo eksploatuje, a nie daje szybkiego oczekiwanego efektu. Dokładnie jak z noworocznymi celami.

Jeśli ktoś miał kompetencje, strategię i działał według planu, a mimo wszystko odniósł porażkę, to czy powinien wierzyć, że jednak czeka go jeszcze sukces? Innymi słowy: czy porażka może motywować?

A jaki ma wybór? [śmiech] Może siedzieć i płakać, ale może też uznać, że ta porażka to kolejny bodziec do działania. Jest wiele sytuacji w naszym życiu, kiedy nie mamy wpływu na to, co się wydarzy. Skuteczność polega jednak na tym, aby wykorzystywać jak najwięcej tych momentów na które mamy wpływ, a odpuszczać te rzeczy na które wpływu nie mamy np. porażki. Modlitwa recytowana przez anonimowych alkoholików zawiera piękną myśl: „Boże! Proszę, daj mi siłę, abym pogodził się z tym, czego zmienić nie mogę; odwagę, abym zmienił to, co zmienić mogę, i mądrość, abym potrafił odróżnić jedno od drugiego”. Osoba, która odniosła porażkę, powinna przeanalizować, co poszło nie tak, co spowodowało taki, a nie inny obrót spraw, i wreszcie – co można zrobić, aby nie powtórzyć tego błędu i móc być skuteczniejszym w działaniu w przyszłości. Trudno jest być optymistą, kiedy na przykład straciło się oszczędności swojego życia na nieudanym biznesie i, nie bądźmy hipokrytami, taka strata wymaga przeżycia żałoby. Istotne jest jednak to, co stanie się potem.

Start-upy w Stanach Zjednoczonych mają większe szanse na dofinansowanie, jeśli twórcy projektu odnieśli już kiedyś w życiu jakąś… porażkę na tym polu. To logiczne – jeśli próbowałeś już raz, czy dwa, i ci nie wyszło, to jesteś mądrzejszy o te doświadczenia i zrobisz prawdopodobnie wszystko, żeby tych błędów nie powtórzyć.

Należy przeżyć żałobę po niezrealizowanym celu?

Tak, pobyć w tym smutku, ale nie pogrążyć się w nim. To przecież ludzkie, że czujemy smutek po nieudanej próbie, w którą włożyliśmy wiele wysiłku. Jeśli jednak pozostajemy w żałobie zbyt długo, łatwo popaść w depresyjny nastrój i trudno wtedy jest znaleźć motywację do dalszego wyznaczania sobie celów i działania. Nie mówię, że mamy być nakręcanym króliczkiem z reklamy baterii, ale warto zmierzyć się z tym, co się stało, przyjrzeć się, dlaczego doszło do błędu, i wyciągnąć z tej sytuacji konstruktywne wnioski.

Kilka lat temu wybrałem się z żoną w podróż po Azji – zwiedziliśmy Wietnam i spłynęliśmy Mekongiem do Kambodży. Był 26. dzień podróży, zostały nam 3 dni do powrotu do Polski, kiedy poszliśmy na targ, żeby kupić ostatnie pamiątki. Odpoczywając w kawiarni, zorientowaliśmy się, że nie mamy aparatu fotograficznego. Zdenerwowani zaczęliśmy gorączkowo analizować, jak do tego doszło. Mimo rozpaczliwego poszukiwania nie udało nam się odnaleźć sprzętu. Straciliśmy 95% zdjęć z wyprawy, jedyne, które się zachowały, to te robione telefonami. Wróciliśmy załamani do hotelu i zaczęliśmy użalać się nad sobą: co za beznadziejny wyjazd (a przecież był wspaniały), mamy już ochotę wracać do domu (a przed nami 3 dni, którymi mogliśmy się nacieszyć, zwłaszcza że czekało nas oglądanie miejsc, które potem oceniliśmy jako najpiękniejsze). Tak właśnie wygląda nakręcanie się porażką, które może prowadzić do załamania. Często trudno jest wyjść z tego stanu. W pewnym momencie moja żona mówi: „Odpuśćmy. Jeśli tego nie zrobimy, zmarnujemy sobie cały wyjazd”. Dość szybko opracowaliśmy strategię, jak wykorzystać to, na co mamy wpływ. Na policję nie było sensu iść. Wykasowaliśmy część plików z komórek, żeby móc zrobić zdjęcia telefonami. Naszykowaliśmy też kartki z napisem Thank you i z naszymi adresami e-mailowymi. Zwiedzając, dawaliśmy napotkanym osobom taką wizytówkę i prosiliśmy o zrobienie zdjęcia ich aparatem, a następnie wysłanie nam go na maila. Zaczepione osoby reagowały na naszą historię tak: „To straszne, gdybym ja stracił aparat, byłbym załamany”. Dzięki naszemu działaniu mamy więcej zdjęć z tej wyprawy, niż bylibyśmy w stanie sami zrobić. Ludzie bowiem – poruszeni naszą historią – przesyłali nam także swoje zdjęcia z podróży po Azji. Czasami jest więc tak, że porażka pozwala nam się podnieść, zyskać więcej, a potrzeba wyjścia z dyskomfortu wzmaga naszą kreatywność i pozwala zrobić coś, na co w innej sytuacji byśmy nie wpadli. Do dziś miewam tak, że jak pomyślę o tej sytuacji to trochę mi przykro, że straciłem część tych unikatowych zdjęć. Zyskałem jednak naprawdę wiele dzięki temu zdarzeniu, chociażby tę historię, którą mogłem ci dziś opowiedzieć.

Dziękuję za rozmowę.

 

Dr Marcin Capiga – trener biznesu, coach, konsultant. Dyrektor zarządzający TRAINING TREE. www.trainingtree.pl

Droga na szczytOd ponad 10 lat w swojej pracy zajmuje się łączeniem podejścia biznesowego, naukowego i indywidualnego. Jest doktorem nauk humanistycznych, certyfikowanym Coachem EMCC (European Mentoring & Coaching Council), Konsultantem Belbin Team Roles®, Practitioner in the Art of NLP oraz Business Practitioner in the Art of NLP, certyfikowanym trenerem biznesu i certyfikowanym trenerem zmiany. Posiada Europejski Certyfikat Analizy Transakcyjnej 101.
Podczas swojej drogi jako trener i coach przeprowadził ponad 10 tysięcy godzin warsztatów, konsultacji oraz coachingów indywidualnych i zespołowych. Specjalizuje się w biznes i life coachingu oraz szkoleniach z zakresu umiejętności interpersonalnych, skuteczności osobistej, Train The Trainer, sprzedaży oraz zarządzania zespołem i umiejętności menedżerskich. W swojej karierze pracował ze zróżnicowanymi grupami klientów – od menedżerów i kadry zarządzającej wielkich korporacji, przez sprzedawców, urzędników, inżynierów i lekarzy, po służby mundurowe np. negocjatorów antyterrorystycznych.

Koordynował i realizował projekty szkoleniowe i coachingowe m.in. dla takich firm, organizacji i instytucji jak: Amica, Bank PKO BP, Benefit Systems, CBA, Citi Bank Handlowy, DONG Energy, EDF, General Electric, Meble FORTE, Mercedes-Benz, Microsoft, Ministerstwo Obrony Narodowej, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, NBP, Paribas, PKN Orlen, PwC, Siemens, Warbud, Warta i wiele innych.

Autor książki „Motywacja przez wielkie M”, wydanej przez Wydawnictwo REA-SJ.
marcincapiga.pl/motywacjaprzezwielkiem
Wykładowca na Uniwersytecie Otwartym UW: http://www.uo.uw.edu.pl/wykladowcy/4

Motywacja przez wielkie M

– Zmiany we własne życie możesz wprowadzić tylko ty, nikt inny. Żeby zmiany te były skuteczne, potrzebne jest zaangażowanie. Nikt nie powiedział, że będzie prosto, ale może być fajnie – zapewnia autor poradnika, Marcin Capiga, opierając się na własnym doświadczeniu trenera, konsultanta i coacha, i z humorem omawia zagadnienia związane z motywacją i osiąganiem celów najczęściej poruszane przez klientów i uczestników szkoleń.

Swoją opowieść opiera na najnowszej wiedzy naukowej oraz technikach sprawdzonych w praktyce, ilustruje ciekawymi przykładami, przemawiającymi do wyobraźni historiami, które przeplata wieloma ćwiczeniami i pytaniami. Zgodnie z podejściem coachingowym nie przedstawia gotowych rozwiązań, lecz narzędzia, dzięki którym samemu możesz określić swój cel i najbardziej odpowiadający ci sposób realizować go. Tak powstałe rozwiązanie jest „uszyte na miarę” i najchętniej stosowane.

    • znajdziesz tu wiele pytań oraz ćwiczeń do wypełnienia, wszystko po to, byś znalazł swój własny sposób na motywację
    • otwórz się na zmianę, z ciekawością podchodź do ćwiczeń oraz w odpowiednim dla siebie czasie wprowadzaj wybrane elementy w życie, wybieraj i sprawdzaj, bowiem każdy z nas jest inny, a to co sprawdziło się w większości przypadków, może mieć wyjątki, nie szukaj gotowych przepisów, tylko twórz swoje i sprawdzaj, co działa u ciebie
    • rób to z radością, bo nie ma nic przyjemniejszego niż poznawanie siebie, nawet jeżeli odkrywasz swoje niekompetencje, masz wtedy bowiem szansę zdobycia nowych umiejętności i doskonalenia się

 

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.