Fascynująca podróż w głąb siebie

90

Myśleliście kiedyś o tym, aby grudzień i wpisane w niego święta potraktować jako czas do zatrzymania się, okazję do refleksji? Dlaczego warto to zrobić i jak rozpocząć nowy rok nie od planów, a od ich realizacji, rozmawiamy z Andrzejem Śmiechem – twórcą projektu Bariery ze Śmiechem, który jest efektem doświadczenia życiowego oraz zawodowego przekutego w skuteczny warsztat pracy nad sobą.

Rozmawia: Anna Machnowska

Boże Narodzenie jest w Polsce uważane, niezależnie od światopoglądu, za czas, który spędzamy z rodziną. A co, jeśli ktoś chce trochę pobyć sam, potrzebuje pomyśleć, wyciszyć się, pospać?

Święta to czas wielu napięć. Towarzyszą nam emocje związane z wyborem prezentów, które w swoim założeniu powinny uradować obradowanego. Martwimy się przygotowaniem przyjęcia wigilijnego, podziałem obowiązków oraz kumulacją czasu, który nieubłaganie się skraca. Pojawiają się te same dyskusje w małżeństwach: „Dlaczego znowu idziemy najpierw do twoich rodziców, a nie moich?”. I wreszcie – wieczerza, która jest w stanie wygenerować bardzo silne uczucia, często ambiwalentne.

Zastanawiam się, czy przypadkiem nie dajemy się ponosić, nierzadko bezrefleksyjnie, tzw. duchowi Bożego Narodzenia. Przecież święta powinny nieść za sobą radość ze wspólnoty, dzielenia się szczęściem i obdarowywaniu innych. Pytanie, jakie dary naprawdę rozdajemy zarówno bliskim, jak i obcym… Czy nie jest czasem tak, że dobre intencje rodzą złe owoce?

Jest mi niezwykle bliskie pojęcie autonomii, o którym mówi Fritz Perls, twórca terapii Gestalt: „Ja robię swoje i ty robisz swoje. Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania. A ty nie jesteś po to, by spełniać moje. Ty jesteś ty, a ja jestem ja. Jeśli uda nam się spotkać, to cudownie. Jeśli nie, trudno”.

Jak zmierzyć się z niezrozumieniem ze strony bliskich i zadbać o swój własny komfort, nie raniąc ich uczuć?

A może by tak po raz pierwszy wrzucić na luz? Nie myśleć o spełnianiu oczekiwań innych osób, tylko zadbać o to, by po raz pierwszy przeżyć święta według swojego scenariusza. To „tylko” i „aż” kwestia odwagi osobistej. Moje podejście do Świąt Bożego Narodzenia jest bardzo pragmatyczne. Jeżeli mi coś nie odpowiada, to z tego rezygnuję, a jeśli sprawia mi przyjemność, to robię tego więcej. Dlatego w naszej rodzinie wprowadziliśmy nowe tradycje, które nas bardzo cieszą i zamiast nadwyrężać, budują wspólnotę rodzinną. Nie biegamy od domu do domu, tylko robimy wigilię u siebie. W pierwszy dzień świąt nie umawiamy się z nikim na śniadanie, ale spędzamy go z dziećmi. A w drugi przychodzą do nas znajomi. Z tego, co się orientuję, nie jest to typowe celebrowanie Bożego Narodzenia, ale nam sprawia to wielką przyjemność. Przyznaję, zajęło nam wiele lat, by złamać skrypt świąt napisany przez nasze rodzinypochodzenia, ale naprawdę było warto.

Czy istnieje jakiś uniwersalny sposób na ładowanie akumulatorów? A może dla każdego z nas regeneracja może oznaczać co innego?

Re-kreacja [zapis celowy – przyp. red.], czyli odtwarzanie, odbudowywanie siebie, to niezwykle istotny proces w przyśpieszającym świecie, w którym mamy przywilej żyć. Każdego dnia eksploatujemy swoje zasoby i jeżeli nie poświęcimy wystarczającego czasu na ich odnowę, zaczną pojawiać się problemy.

Jak zauważyłaś, regeneracja to dla każdego coś innego, więc myślę, że każdy powinien znaleźć swój sposób na odbudowę siebie. Osobiście zwracam uwagę na cztery obszary: sen, energię, odpoczynek, rozwój.

Zawsze się wysypiaj – stosuj drzemki. W swojej pracy mam szczęście rozmawiać z wieloma osobami. Zauważyłem, że wiele z nich jakby zapomniało o roli, jaką odgrywa sen w naszym życiu. Jest przecież wiele opracowań na ten temat. Zapamiętałem dwa kluczowe przekazy, które stosuję: najlepszy sen jest przed 24.00, a dorosły człowiek powinien spać minimum siedem godzin. W trakcie dnia, gdy czuję znużenie i senność – oczywiście w miarę możliwości – staram się zrobić 15-minutowy reset w postaci drzemki lub sesji relaksacyjnej.

Zadbajmy też o swoją energię życiową – biorąc udział w codziennym biegu, nie wolno nam zapominać o właściwym paliwie. Mamy do dyspozycji dwa źródła energii: szybką, związaną z układem oddechowym, oraz wolną związaną z układem trawiennym. Oddech przeponowy pozwala nam dostarczać do układu krwionośnego odpowiednią ilość tlenu, który jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Zwróć uwagę, jak wiele osób działa na bezdechu lub skróconym oddechu. Na temat odżywiania nie chciałbym się rozwodzić, ponieważ dostępnych jest mnóstwo publikacji omawiających to zagadnienie. Powiem jedynie, że jedzenie przede wszystkim ma nam dawać energię życiową, dlatego warto zwrócić uwagę na to, czy produkty, które spożywamy, gwarantują nam ją czy zabierają.

Mówiąc o energii, nie wolno zapomnieć o tym, by utrzymywać ciało w odpowiedniej kondycji, a więc zadbać o codzienny ruch. Podzielę się z Tobą cudowną historią mojej żony, która przez lata nie mogła znaleźć dla siebie odpowiedniego sposobu na regularną aktywność. Bieganie było nudne, siłownia – bez sensu, zajęcia w grupie – w nieodpowiednich godzinach. W zeszłym roku właśnie w święta spotkaliśmy się z przyjaciółmi i moja żona usłyszała o… hulaniu, czyli kole hula-hoop z wypustkami. Postanowiła spróbować, zaczynając od 15 minut dziennie. Tak jej się to spodobało, że robi to codziennie od prawie roku. Doszła do godziny dziennie, zeszła dwa rozmiary w dół i nie zamierza na tym poprzestać! Dlatego uważam, że każdy z nas powinien znaleźć taką formę aktywności fizycznej, która jest dla niego odpowiednia, sprawia mu radość i przynosi efekty. Spróbować różnorodności, by wiedzieć, co dla nas najlepsze i działać w tym kierunku.

Odpocznijmy od świata i dajmy światu odpocząć od siebie. Relaks jest obecnie towarem deficytowym. W pracy wymaga się od pracowników realizacji planów, dowożenia celów itp. Nawet dzieci nie mają dnia wolnego w domu. Jak zatem skutecznie wypoczywać?

Rozmawiając ze znajomym, usłyszałem o tzw. weekendzie amiszów – czasie, kiedy wyłącza się wszystkie urządzenia elektroniczne i funkcjonuje się bez telefonów, tabletów, telewizji. Przyznam, że to niezwykłe doświadczenie. Ilość oddziałujących na nas bodźców drastycznie spada i pojawia się magia relacji – tych prawdziwych, wartościowych rozmów budujących intymność w związku oraz zwracania uwagi na bliskich i te małe detale, które przestaliśmy zauważać. Bardzo polecam.

Rozwój osobisty w dziedzinach niebędących domeną zawodową? Lubię pytać osoby, ile czasu spędzają tygodniowo na realizacji swoich pasji. Różnorodność reakcji rozmówców jest cudowna. Część osób zdaje sobie sprawę, że nie wie, czym tak naprawdę się pasjonuje. Inni zauważają, że nic nie zrobili w tym kierunku od miesięcy.

Kiedyś na jednym ze swoich warsztatów opowiedziałeś Andrzeju o pięknej świąteczne tradycji, którą wprowadziłeś w swojej rodzinie. Nazwałabym ją „aktualizacją potrzeb”. Opowiesz o tym, proszę, naszym Czytelniczkom?

Tak, ładnie to nazwałaś. Rzeczywiście raz do roku, w naszą rocznicę ślubu, siadamy wraz z dziećmi do stołu i rozmawiamy o tym, jak nam minęły ostatnie miesiące, co osiągnęliśmy w tym czasie, czego się od siebie nauczyliśmy oraz co nam nie odpowiadało i chcielibyśmy to zmienić. Dyskutujemy o naszych marzeniach i celach na kolejny rok oraz o tym, co dla nas ważne jako całej rodziny. Uaktualniamy również zasady, jakimi będziemy kierować się między sobą w nadchodzących miesiącach. Nie jest to nic odkrywczego, jednak mało która rodzina daje sobie taką przestrzeń do rozmowy. Jest to element, który w niezwykły sposób buduje naszą więź i pomaga otworzyć się na wzajemne potrzeby względem siebie i poszukać adekwatnych metod ich zaspokojenia.

Czy definiowanie siebie co jakiś czas jest nam potrzebne?

Widzisz, to jest trochę tak, jak z mapą – jeżeli systematycznie jej nie aktualizujemy, będzie pokazywać drogi, które już przestały istnieć, a przecież powstały nowe, które zajęły miejsce tych starych. Podobnie w naszym życiu – ulegamy nieprzerwanej zmianie. Bo przecież nie rodzimy się, ale stajemy się sobą. Wystarczy spojrzeć na swoje życie sprzed kilku lat. Nie tylko myśmy się zmienili, lecz także nasz krąg znajomych uległ zmianie, niektórych już tam nie ma i pojawili się nowi. Być może nasza kariera również poszła w innym kierunku. Na pewno liczba doświadczeń, które stały się naszym udziałem, wzrosła. Wszystkie te czynniki miały wpływ na to, kim teraz jesteśmy, a jeszcze rok temu nie byliśmy.

Jeden z moich synów jest już nastolatkiem i byłoby błędem z mojej strony traktować go jak przedszkolaka – myślę, że to oczywiste. Jednak, gdy patrzę na niektóre osoby, odnoszę wrażenie, że próbują poruszać się po Warszawie na podstawie mapy sprzed II wojny światowej… Ryzyko, że zabłądzą, jest prawie pewne. Matka traktująca swojego 40-letniego syna, jak maturzystę, który mieszkał w domu, zanim wyprowadził się na studia, stosuje nieadekwatne podejście.

Idąc w przyszłość, stajemy się osobą, którą dzisiaj nie jesteśmy – niektóre schematy się utrwalą, inne zmienią, co spowoduje, że będziemy myśleć, odczuwać i działać inaczej niż w przeszłości. Na tym polegają rozwój i dojrzewanie. Według mnie mówienie sobie i innym „taki jestem i się nie zmienię” jest swoistą tęsknotą do zatrzymania w czasie tego, co nieuniknione – procesu życia.

Po co człowiekowi świętowanie końca roku i początku nowego? Nie możemy, jak bohaterki filmu Lejdis, obchodzić sylwestra w lipcu…?

Oczywiście, że możemy. Ba, powinniśmy! Celebrować życie tak często, jak to możliwe. Jest przecież takie krótkie… Myślę, że nie świętowanie stanowi tutaj wyzwanie, ale pewna magia, którą chcielibyśmy przypisać końcówce roku. Wszystkie schematy i nawyki, które wiązały nas w 2017 r., nie zmienią się ani nie znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w 2018 r. Nadal będą aktywnie w nas działać. Człowiek nie jest jednostką cyfrową, tylko analogową. A zatem potrzebuje czasu, by utrwalić w sobie zmianę. Podjęcie decyzji to jedno, wytrwanie w niej to drugie. Życie jest procesem, a nie jednorazowym wydarzeniem. Dlatego sądzę, że to nie rewolucja, a ewolucja daje trwałe rezultaty. Małe, łagodnie wprowadzane, nieznaczne zmiany, które utrzymujemy w funkcji czasu są nierzadko odpowiedzią na nasze chroniczne dolegliwości. Przeceniamy to, co możemy osiągnąć w rok, a nie doceniamy tego, co możemy zrobić w siedem lat.

Dziękuję za rozmowę.

 

foto: pexels.com

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.