Cichy zabójca naszych marzeń

200

Czy zauważyłaś, patrząc na swoich znajomych i kolegów z pracy, że są osoby, które przez zdecydowaną większość czasu skupione są na robieniu rzeczy nieistotnych, podczas gdy te ważne pomijają? Czy nie ma wśród nich osób, które mają trudność z ustaleniem priorytetu i wydaje im się, że wszystkie zadania, które stawia im życie, są tak samo ważne?

Takie osoby nierzadko mają tendencję do koncentracji na zadaniach krótkoterminowych i administracyjnych, takich, jak: porządkowanie otoczenia, odpowiadanie na e-maile, przeglądanie mediów społecznościowych. Często też czekają na właściwy moment, by zająć się tym, co istotne. Niestety, to, co istotne, nierzadko jest też trudne, dlatego odkłada się to na później.

Wygląda to zupełnie tak, jakby osoba nie chciała się zmierzyć z rzeczywistością i uciekała w aktywności zastępcze. Efektem jest potężne zmęczenie i uczucie, że pomimo wielu wysiłków i starań jej życie nie posuwa się naprzód.

Takie zachowanie z początku – pozornie – nie przeszkadza. Jest natomiast źródłem krótkotrwałego emocjonalnego ukojenia oraz budowania w sobie poczucia, że przez cały dzień jesteśmy mocno zajęci i na nic nie mamy czasu. To z kolei prowadzi do spadku sprawczości w życiu i – jak kula u nogi – staje się nawykiem, który wpływa na jego jakość. A w zasadzie na jej spadek.

Prokrastynacja, czyli co?

Prokrastynacja lub zwlekanie (z łac. procrastinatio – odroczenie, zwłoka) jest tendencją behawioralną związaną z odwlekaniem, opóźnianiem lub odraczaniem w czasie czynności, która może nam sprawiać trudność. Przez pojęcie prokrastynacji rozumieć należy dobrowolne zwlekanie z realizacją zamierzonych działań, pomimo świadomości, że w wyniku opóźnienia czynności sytuacja może się jedynie pogorszyć. Co ciekawe, osoba, u której pojawia się prokrastynacja, często jest świadoma tego, co robi. Jednak blokada emocjonalna, która staje na drodze do realizacji zadania, jest trudna do pokonania.

Takie działanie jest mocno uwarunkowane naszym dążeniem do przyjemności i ucieczki od bólu. Konsekwencje niewykonania zadania wydają się być odległe w czasie, jednak dyskomfort związany z działaniem dzisiaj – potężny. Osoba, która w sposób mniej lub bardziej świadomy wybiera prokrastynację, decyduje się na natychmiastową gratyfikację emocjonalną związaną z ucieczką w to, co łatwe, znane i nierzadko przyjemne.
Skąd to się bierze?

Z dostępnych badań wynika, że u podstaw prokrastynacji leżą indywidualne sposoby radzenia sobie z dyskomfortem emocjonalnym, regulacją lęków oraz, mówiąc językiem kompetencji emocjonalnych, samokontrolą.

W latach 60. ubiegłego wieku profesor psychologii na Uniwersytecie Stanforda – Walter Mischel – przeprowadził ciekawe badanie, które dotyczyło odroczonej gratyfikacji.

W badaniu wzięły udział dzieci w wieku od czterech do sześciu lat. Każde z nich było wprowadzone do pokoju badawczego, w którym stały krzesła i stół, a na nim – w zależności od preferencji dziecka – były słodycze: pianka marshmallow, ciastko oreo, precel. Dzieci zostały poinformowane, że mogą od razu raczyć się słodyczami, jednak jeżeli nie ulegną pokusie, to po 15 minutach dostaną drugą taką samą porcję słodyczy i będą mogły zjeść obie. Mischel chciał sprawdzić, jaki odsetek dzieci jest w stanie, wykorzystując samokontrolę emocjonalną, nie ulec pokusie.

Okazało się, że z 600 dzieci tylko jedna trzecia doczekała do końca eksperymentu i otrzymała nagrodę. Jednak najciekawsze były badania, które Mischel przeprowadził ponad 20 lat później oraz nieoczekiwane korelacje pomiędzy wynikami pierwszego testu a wynikami kolejnego badania. Okazało się, że dzieci, które potrafiły powstrzymać się od zjedzenia słodyczy, wykazywały wyższe kompetencje zawodowe oraz otrzymały wyższe wyniki w teście SAT (amerykański odpowiednik polskiej matury). Z kolei ostatnie badania, w pierwszej dekadzie XXI w. pokazują u nich silniej rozwinięty płat czołowy i niższą podatność na uzależnienia.

Czy to oznacza, że prokrastynacja dla niektórych z nas jest nie do uniknięcia? Nic bardziej mylnego. Wniosek, który można wyciągnąć z przeprowadzonych badań, pokazuje jedynie, że większość dzieci nie miała w sobie wyrobionych mechanizmów, które pozwalałby im radzić sobie z dyskomfortem emocjonalnym związanym z powstrzymywaniem się od przyjemności w imię odroczonej nagrody. Natomiast pozostała grupa uczestników badania potrafiła nie ulec pokusie wyboru przyjemnego rozwiązania tu i teraz, ponieważ wiedziała, jak regulować własne zachowanie pomimo odczuwanych emocji.

A co, jeśli dotyczy to także mnie?

W sytuacjach, gdy zauważamy, że zaczynamy odraczać w czasie zajęcie się trudnym zadaniem, zamiast wchodzić w aktywność zastępczą, warto zatrzymać się na chwilę i zadać sobie pytania:

  • Jakie mam myśli związane z tym zadaniem?
  • Co tak naprawdę powstrzymuje mnie przed wejściem w działanie?
  • Dlaczego jednak warto zająć się tym teraz

Ta krótka pauza może mieć bardzo przychylne działanie dla naszego systemu nerwowego. Zamiast ignorować sygnał i starać się go stłumić, zwracamy na niego uwagę i poświęcamy mu naszą energię.

Odpowiedzi warto zapisać na kartce. Po przyjrzeniu się im, spróbujmy napisać też krótki ramowy plan aktywności niezbędnych do dokończenia zadania. Zróbmy to w taki sposób, byśmy zobaczyli drogę do celu. Następnie każdy z tych punktów rozwińmy, dzieląc go na proste i łatwe czynności. Powstanie w plan działania, który wymaga jedynie… realizacji.

Od planu do sukcesu

Co ważne, gdy jest on gotów, bez zastanowienia przystępujemy do realizacji pierwszego punktu, tak, by go skończyć. Wtedy należy się nam mała nagroda. A w tym przecież wszyscy jesteśmy ekspertami! Tak rozpoczęty proces warto kontynuować krok po kroku aż do momentu, gdy całe zadanie zostanie skończone.

Jeżeli wyjdzie nam raz, to wyjdzie i drugi, i trzeci. Im częściej będziemy korzystać z tego schematu, tym będzie on łatwiejszy do zastosowania, a sama prokrastynacja stanie się mglistym wspomnieniem przeszłości.

Na koniec przypomniała mi się anegdota o dwóch kolegach, z których jeden zapytany o to, co robi, odpowiedział: „Nic ważnego”. Na co usłyszał od znajomego: „Fajne zajęcie, tylko konkurencja duża”. Dlatego, by nie skończyć jak większość prokrastynatorów – z wielkimi, acz niezrealizowanymi marzeniami – warto zacząć już teraz je realizować. Nigdy nie będzie na to lepszego momentu.

foto: unsplash

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.