Włoski tydzień

66

 

Włochy od stuleci zachwycają, przyciągając turystów i koneserów piękna. Wspaniała architektura, bogate tradycje, malownicze krajobrazy i doskonała kuchnia. Czy można chcieć czegoś więcej?

Włochy, leżące na Półwyspie Apenińskim – głęboko wcinającym się w Morze Śródziemne – oddzielone są od reszty Europy masywem Alp. To jednak nie przeszkadza turystom tłumnie tu przybywać. Kraj liczący ponad 57 milionów ludzi jest – według United Nations World Tourism Organization – na piątym miejscu najczęściej odwiedzanych miejsc na świecie. Dobra sieć połączeń lotniczych i autostrad sprawia, że po Włoszech łatwo się przemieszczać. Wybieram jednak samochód, by oprócz zabytków podziwiać także urokliwe włoskie krajobrazy. Kraju rozciągniętego między ośnieżonymi szczytami Alp a brzegami Sycylii nie sposób zobaczyć w ciągu tygodnia. Na pierwszą wyprawę do Włoch wybieram więc Wenecję, Rimini, Rawennę, Asyż, Rzym, Castel Gandolfo i Padwę.

Miasto bez dróg

Rozkołysaną Wenecję zwiedzam skąpaną w słońcu. Spaceruję po placu św. Marka i wąskich uliczkach, szukając zabytków wymienionych w przewodniku. Gubię się w labiryncie i ostatecznie popołudnie spędzam w maleńkiej trattorii, rozkoszując się włoskimi specjałami. Bez wątpienia włoska kuchnia jest najpopularniejsza w Europie. Zawdzięcza to głównie swojej prostocie i świeżości produktów. Po przystawce czas na pastę i drugie danie składające się z mięsa i sałatki. Posiłek kończę tiramisu i aromatyczną kawą. Wczesnym wieczorem docieram do mostu Rialto, skąd tramwajem wodnym wracam na wielopoziomowy parking, na którym razem z samochodem musiałam zostawić kluczyki. Samochód zastaję w nieco innym miejscu. Cóż… co kraj, to obyczaj.

Z Wenecji jadę bezpośrednio do Dolo, gdzie spędzam noc w przepięknym hotelu urządzonym w starym klasztorze. I choć wnętrza są ascetyczne, to atmosfera tego miejsca jest wyjątkowa. Następnego dnia jem włoskie śniadanie – sucharki i dżem – które popijam mocną kawą i wyruszam do Rawenny obejrzeć słynne mozaiki. W kompleksie San Vitale zwiedzam bazylikę, która ukończona została za czasów Justyniana, cesarza bizantyjskiego. Mozaiki są faktycznie zachwycające!

Wieczorem dojeżdżam do zalanego deszczem Rimini, które wieki temu było osadą weteranów legionów rzymskich, a współcześnie sławę zyskało dzięki filmom Federica Felliniego. Dziś jest tu największa, ciągnąca się niemal przez 15 km, plaża w Europie. Przy niej liczne kluby i bary.

Rankiem, po krótkim spacerze po starej części miasta, jadę do Republiki San Marino, która znajduje się zaledwie kilkanaście kilometrów za Rimini. Kręta, spowita we mgle, droga prowadzi wprost pod stację kolejki linowej, którą wjeżdża się na sam szczyt fortyfikacji. Niestety, ze względu na gęstą mgłę widok z góry podziwiam tylko na ulotkach kolejki. Zwiedzam ratusz, katedrę pod patronatem św. Marino i zamek La Rocca. Miasteczko jest pełne uroku nawet w strugach lejącego deszczu.

Włoski tydzień

Drogi do Rzymu

Na dalszą drogę wybieram trasę pozbawioną płatnych autostrad. Jadę więc… 40 km na godzinę po krętych i dziurawych drogach. I tak przez kolejnych 150 km. Nie poddaję się, bo przecież wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Pocieszam się widokiem przepięknych włoskich krajobrazów. Co chwilę widzę typowe włoskie domy, do których od samej bramy prowadzi alejka wysadzana cyprysami.

Kolejnym przystankiem włoskiej wyprawy jest Asyż, do którego docieram późnym popołudniem. Monumentalna bazylika św. Franciszka, znajdująca się na Rajskim Wzgórzu (zwanym kiedyś Piekielnym), widoczna jest już z daleka. Nareszcie świeci piękne słońce. Mozaiki, malowidła i sama bazylika zachwycają wnętrzem. Bezpośrednio z Asyżu udaję się do Rzymu. Docieram do niego tuż przed 23.00 i w ciągu zaledwie kilku minut znajduję pokój bed & breakfast niedaleko stacji Termini. Po Rzymie poruszać się będę pieszo i komunikacją. W tym zatłoczonym do granic możliwości mieście nie ma sensu korzystać z samochodu.

Bazylikę św. Piotra w Watykanie odwiedzam tuż po wschodzie słońca. Pusty plac tuż przed nią to rzadko spotykany widok. Przedzierające się przez kolumnadę pierwsze promienie słońca budzą do życia najmniejsze państwo świata, które posiada własną papieską gwardię. To tu, w 64 r. n.e. poniósł męczeńską śmierć apostoł Piotr. Watykan, centrum chrześcijańskiego świata, co roku jest odwiedzany przez niemal 11 milionów pielgrzymów i turystów.

Rzym swój wygląd zawdzięcza także ściąganym tu przez papieży, głównie w czasach renesansu i baroku, najwybitniejszych artystów i architektów. Bez wątpienia to Bernini, Michał Anioł, Rafael i Borromini nadali temu miastu jego szczególny charakter. Piazza Navona, Forum Romanum, Kapitol, Koloseum, Panteon, Fontana Di Trevi, Santa Maria Maggiore, San Giovani in Laterano, Palazzo Farnese, pomnik Wiktora Emanuela II to miejsca, które trzeba zobaczyć, by próbować choć trochę poznać Rzym.

Włoski tydzień

 

U źródła

W Rzymie, w przeciwieństwie do innych śródziemnomorskich stolic, jest doskonała woda do picia. Do miasta dostarcza ją ze wzgórz system akweduktów i rurociągów, które tak naprawdę niewiele się zmieniły od czasów cesarstwa rzymskiego. W całym mieście rozstawione są zdroje i ozdobne krany, z których można czerpać wodę pitną.

Włochy to także kraj Prady, Armaniego, Dolce & Gabbany i Niny Ricci, późnym popołudniem udaję się więc na zakupy. Malutkie wejścia z wąskich uliczek kryją wewnątrz ekskluzywne butiki i kilkupoziomowe centra handlowe.

Kilkadziesiąt kilometrów za Rzymem, nad jeziorem Albano, leży urokliwe Castel Gandolfo, w którym spędzam przedpołudnie. Letnia rezydencja papieży jest także miejscem, do którego uciekają na weekendy mieszkańcy Rzymu. Góry Albańskie od wieków przyciągały zmęczonych miastem Rzymian, dając im ochłodę i piękne widoki. Stąd udaję się do Ladispoli, gdzie spaceruję brzegiem Morza Tyrreńskiego po czarnym wulkanicznymi piasku.

Następnie zmierzam do Pizy, zobaczyć krzywą wieżę, i Padwy, by obejrzeć stare miasto uniwersyteckie. W samym sercu miasta, na Piazza dei Signori, popijając kawę, chłonę atmosferę Włoch rozpiętą między wiekowymi zabytkami i wielkim miejskim bazarem pełnym gwaru regionalnego jedzenia.

Włochy należą do krajów rozwiniętych gospodarczo, a mimo to zachowały ogrom zwyczajów, tradycji i regionalnego przywiązania do dziedzictwa kultury wiejskiej. To wszechobecne góry i doliny sprawiają, że różnice pomiędzy regionami stale się pogłębiają. Nawet dziś, w dobie wszechobecnego Internetu.

 

 

tekst: Agnieszka Owczarska

foto: unsplash

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.